Major Grant

Glen Grant – The Major’s Reserve

Może to dziwny wybór jak na pierwszy post z oceną whisky, ale może zrozumiecie mój wybór jak doczytacie tekst do końca. Zdecydowałam się na niego ze względu na to jak miło wspominam wizyty w destylarni Glen Grant i jaki wpływ na ludzi, których tam zabierałam miała historia opowiadana podczas  zwiedzania. No i oczywiście jak degustacja whisky od Glen Grant Distillery zmieniła ich podejście do tego trunku.

W przypadku kilku osób które zabrałam na wizytę tam, a które nie lubiły wcześniej whisky, był to punkt zwrotny. Poznanie jak whisky jest tworzona i degustacja w stylowym starym pokoju Majora Granta przekonała ich, że whisky da się pić. A nawet więcej, że jest dobra.

Glen Grant – The Major’s Reserve

Sama whisky jest dość łagodna i przewidywalna w smaku. Finish jest dość krótki. Zapach też nie jest intensywny, ale ma coś w sobie co zachęca do wypicia szklaneczki w zimny wieczór.

 


Bardzo jasna barwa, w kieliszku aż żółta. Smak jest dość wyrazisty, lekko drewniany, trochę przypomina koniak, ale ma więcej głębi i troszkę pikantny, wytrawny wątek smakowy na końcu. Nie jest peated, ale wpada już w kategorię wytrawnych whisky. Brak mu słodkiego akcentu, który jest obecny jeśli whisky była przechowywana w beczkach po sherry. Ale to dobrze, bo słodycz do tej mieszanki by nie pasowała.


Śmiało jednak mogę powiedzieć, że dla kogoś kto dopiero zaczyna swoją przygodę z Whisky, jest to bezpieczny wybór. Po środku smaków.